W PODRÓŻY

Zwiedzanie Queenstown – Ostatnie dni w Nowej Zelandii

Zwiedzanie Queenstown było ostatnim celem naszej podróży po Nowej Zelandii. Po skończonym rejsie po Milford Sound udaliśmy się w stronę słynnego narciarskiego kurortu.

Urocze miejscowości w okolicy Queenstown.

Dojechaliśmy do Queenstown wcześniej niż myśleliśmy, a to oznaczało, że zostało nam trochę czasu, żeby zobaczyć bardzo zachwalaną miejscowość Glenorchy, leżącą nieopodal. Na samo Queenstown mieliśmy przeznaczony jeszcze cały następny dzień. Zostawiliśmy więc nasze bagaże w zarezerwowanym wcześniej hostelu i ruszyliśmy na Glenorchy. Naprawdę warto było tam pojechać, choćby po to, żeby przejechać się tą trasą. Myślę, że mogła to być jedna z najbardziej malowniczych tras jaką jechaliśmy. Po wyjechaniu z Queenstown jedzie się krętą drogą, gdzie za każdym zakrętem czeka nowy, piękny widok. W końcu naszym oczom ukazują się w oddali góry, znane jako Misty Mountains z Hobbita. Strasznie żałujemy, że nie mamy jeszcze jednego dnia, żeby zrobić tam jakąś trasę. W Glenorchy spędzamy więcej czasu niż zakładaliśmy, bo udało nam się spotkać innych podróżujących Polaków. Dziwnie było słyszeć Polski język od kogoś innego niż my sami, po trzech tygodniach przerwy.

zwiedzanie Queenstown zwiedzanie Queenstown zwiedzanie Queenstown zwiedzanie Queenstown

Tętniące życiem Queenstown.

Po powrocie z Glenorchy zostało nam siły na szybki spacer po zmroku, dzięki czemu przekonaliśmy się, że Queenstown to jedno z niewielu miast w Nowej Zelandii, które w nocy tętni życiem. Knajpy były pootwierane, wszędzie było mnóstwo ludzi, a muzyka grała z każdego kąta. Taki widok w Nowej Zelandii to naprawdę rzadkość.

Następnego dnia od rana oddaliśmy nasz niezawodny samochód do wypożyczalni i wybraliśmy się na porządne zwiedzanie Queenstown. Mimo, że jest to jedno z głównych miast Południowej Wyspy, okazało się, że jest ono znacznie mniejsze, niż się spodziewaliśmy. Nie była to jednak absolutnie wada, a wielka zaleta. Obeszliśmy dokładnie całe centrum, powłóczyliśmy się pięknym parkiem, obserwowaliśmy jezioro, pasmo górskie noszące dumną nazwę “The Remarkables” i ten radosny, ale spokojny “feel” jaki to miasto dawało. Jeżeli by się przeprowadzać do Nowej Zelandii, to właśnie tam.

To właśnie w Queenstown pod koniec naszego pobytu udało nam się w końcu zobaczyć Kiwi! (ptaka oczywiście). Poszliśmy do Kiwi Birdlife Park, gdzie natrafiliśmy na porę karmienia Kiwi i po dłuższej chwili przyzwyczajania się do ciemności panujących w domku Kiwi (Kiwi to ptak nocny), zobaczyliśmy dwa piękne, zagrożone niestety ptaki nieloty. Kiwi, jako, że nie ma skrzydeł (a w zasadzie ma, ale tylko pozostałości), jest zupełnie inaczej zbudowany, niż “zwykłe” ptaki. Środek ciężkości znajduje się w innym miejscu. Do tego jest on całkiem spory (rozmiar dużego koguta). Kiedy się na nie patrzy, kojarzą się z prehistorycznymi ptakami i ma się wrażenie, że coś takiego przecież nie istnieje od lat! A jednak. Oczywiście zdjęć robić nie można, chyba, że ktoś chce oślepić ptaki lampą i zapłacić potem solidną karę.

Zobaczcie zdjęcia z tego pięknego miasta 🙂

zwiedzanie Queenstown IMG_5692 IMG_5694 IMG_5697 IMG_5723 IMG_5732 IMG_5733 IMG_5735 IMG_5741 IMG_5743 IMG_5744 IMG_5751 IMG_5756 IMG_5765 IMG_5768 IMG_5771 IMG_5773 IMG_5788 IMG_5802

Kolejny dzień był bardzo smutnym dniem. Rano pojechaliśmy na lotnisko, na lot do Auckland, skąd mieliśmy wracać do domu. Lot był koło południa, więc logicznie, cały dzień zszedł na tematy około – podróżnicze. Po wylądowaniu w Auckland nie jechaliśmy już do centrum, tylko zatrzymaliśmy się w hotelu obok lotniska i padliśmy zmęczeni trudami 3 tygodniowej podróży 🙂 Następnego dnia przed południem opuściliśmy Nową Zelandię z postanowieniem, że kiedyś jeszcze tam wrócimy. Nie udało nam się zobaczyć kraju od Auckland na północ i wielu innych ciekawych miejsc, no ale 3 tygodnie to jednak bardzo ograniczony czas. Lot Auckland-Singapur-Kopenhaga-Warszawa ciągnął się w nieskończoność, ale po 30 godzinach podróży w końcu wylądowaliśmy w lodowatej Warszawie 🙂

You Might Also Like