Popkultura

Piękna i Bestia w wersji filmowej, czyli nastały czasy live action.

Witajcie po weekendzie! Ostatni piątek był dniem, na który czekałam bardzo długo, chyba jak każdy dzieciak urodzony w latach 90. W piątek odbyła się premiera filmu “Piękna i Bestia”, zrobionego w formie tzw. live action, na podstawie bajki Disneya z 1989 roku.

Ten wpis to zdecydowanie nie będzie recenzja filmu, bo tych w internecie jest pełno. Pozwolę sobie tylko odpowiedzieć na kilka pytań. A więc: czy warto go zobaczyć? Tak, warto. Czy mam iść do kina? Tak, idź do kina. A jeżeli dorastałaś/eś z bajkami Disneya, to w ogóle nie wiem dlaczego pytasz, marsz do kina! Film jest bardzo wierną adaptacją bajki i znajdziemy tam to wszystko, co w Disneyu najpiękniejsze. Historię, scenografię, piosenki i happy end. Czego tu nie lubić?

Technika w końcu dogoniła nasze czasy.

Tym co najbardziej rzuciło nam się w oczy (mi i mężowi) po seansie, było to, że poziom zaawansowania animacji i efektów specjalnych jest w końcu na odpowiednim poziomie do zrobienia właśnie takich produkcji. “Piękna i Bestia” jest filmem, więc oczywiście grają w nim aktorzy. No oczywiście. Ale nie zapominajmy o tym, że wiele z postaci jest w tej historii zaklętych, jak chociażby tytułowa Bestia no i każdy mieszkaniec jego zamku. Mamy tu więc wygadany francuski świecznik (Lumiere) i jego poważnego kompana, zegara (Cogsworth).

Piękna-i-Bestia

Copyright: Disney/moviestillsdb.com

Magia nowoczesnej animacji to już nie jest tylko fakt, że świecznik i zegar nie wyglądają tandetnie, a wręcz przeciwnie, bardzo realistycznie. To również fakt, że aktorzy, których rola kilka lat temu sprowadzała by się do dubbingu, są w tej animowanej postaci uwzględnieni. Więc kiedy patrzysz na świecznik, nie tylko słyszysz, ale i widzisz Ewana McGregora w…bardzo zaawansowanej charakteryzacji (oczywiście jeżeli pójdziesz na wersję z napisami, a nie polski dubbing). Animowane postacie w tym filmie zachowują się jak aktorzy, którzy je grają, mają podobną mimikę twarzy (?), gesty, zachowanie. A przy tym wyglądają tak realistycznie, że po godzinie już zapominasz, że to animacja i myślisz o nich jako o ludziach, tylko z lekko “innym” ciałem.

Bestia to już w ogóle inna historia, bo w tym wypadku aktor (Dan Stevens) grał na planie normalnie, a do jego twarzy i ciała została “doanimowana” Bestia. Efekt jest naprawdę niezły. Patrząc na oczy i twarz Bestii można spokojnie rozpoznać aktora, który jednocześnie nie wygląda śmiesznie, ani nie wygląda na przebranego. Według mnie balans pomiędzy ludzkim, a animowanym wyglądem został zachowany.

Z kina wyszliśmy zachwyceni efektem końcowym. Tak jak pisałam wcześniej, bajka sama w sobie jest przepiękna i taki też jest film. Ale tym co naprawdę robi wrażenie jest to, jak idealnie współgrają ze sobą elementy prawdziwe i animowane, tworząc perfekcyjną całość. Wszystko przenika się tak gładko, że nie sposób rozkładać filmu na części na zasadzie – to jest prawdziwe, a to sztuczne. Podczas oglądania czuje się tak, jakby wszystko było prawdziwe i dzięki temu magia bajkowego pierwowzoru przeszła do jej filmowego odpowiednika 🙂

Piękna i Bestia

Copyright: Disney/moviestillsdb.com

Będzie więcej filmów!

Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu tego typu “filmowe animacje” nie wyglądały tak dobrze, dlatego cieszę się, że za wersje “live action” wzięli się dopiero teraz 🙂 No i nie jest to pierwszy tego typu remake, za jaki zabrał się Disney. W 2015 roku mieliśmy “Kopciuszka”, w 2016 “Księgę Dżungli”, a w 2018 możemy spodziewać się “Mulan”! W planach na dalsze lata jest już “Mała Syrenka” i “Król Lew”. Ten ostatni na razie bez żadnych szczegółów, ale nie mogę się doczekać śpiewających lwów!

Na koniec dodam tylko, że obsadzenie Emmy Watson w roli Belli było strzałem w dziesiątkę. Widocznie pasują do niej role dziewczyn wiecznie siedzących w książkach 😉

Dajcie znać w komentarzach, czy widzieliście już “Piękną i Bestię” i inne bajki Disneya w filmowej odsłonie 🙂 Jak Wam się podoba ta filmowa forma przedstawiania bajek?

 

You Might Also Like