W PODRÓŻY

Prom z Wellington do Picton – Nowa Zelandia dzień 8

Ostatnie opowieści z podróży zakończyliśmy pobytem w Wellington, gdzie pogoda skutecznie zniechęciła nas do zwiedzania miasta. Następnego dnia mieliśmy zarezerwowany prom z Wellington do Picton na Południową Wyspę, czym byłam bardzo podekscytowana! Na prom można zabrać swój samochód, więc wygodniej być już nie może. Nasza wypożyczalnia samochodów (Ezi Car Rental) załatwiała sprawę biletów na prom dla nas i dla samochodu już na etapie rezerwacji, co było bardzo wygodne. Bilety są dość drogie, bo jest to ok 120 dolarów za samochód i 60 dolarów za osobę. Jest to jednak jedyna opcja, jeżeli chcemy się dostać z wyspy na wyspę samochodem. Bez samochodu możemy wybrać samolot, chociaż nie wiem, czy wyszłoby to taniej.

Z Wellington można wybrać się na przeprawę dwoma promami. Mamy do wyboru Interislander albo Bluebridge. Generalnie nie ma żadnej różnicy, oprócz tego, że Interislander ma większe i trochę bardziej wypaśne promy. My płynęliśmy Interislanderem, który startował o 9 rano, w związku z czym musieliśmy być w porcie już o 8. Prom zabiera ze sobą kilkaset samochodów, więc możecie sobie wyobrazić kolejkę, jeżeli każdy stawiłby się o 8:45…

prom

Po zaparkowaniu samochodu, poszliśmy na pokład (nie można siedzieć w samochodzie podczas rejsu). Pokładów było na naszym promie 10. Oprócz licznych restauracji i barów były tam też specjalne saloniki premium (za dopłatą oczywiście) i kino! Jako, że przeprawa trwała ponad 3 godziny, a mgła uniemożliwiała obserwowanie otoczenia podczas rejsu, stwierdziliśmy, że pójdziemy do kina. Do wyboru były 2 filmy, my wybraliśmy film “Dr Strange”.

Prawie przez cały czas rejsu było czuć lekkie bujanie. Nie było to takie oczywiste bujanie w prawo i w lewo, ale zdecydowanie odczuwalne. Dla osób z chorobą morską musiało to być raczej średnie przeżycie. Ja choroby morskiej nie mam, ale byłam bardzo zadowolona, kiedy dopłynęliśmy do portu w Picton. Pod koniec rejsu pogoda trochę się poprawiła i mogliśmy popodziwiać cieśninę Cooka.

prom z Wellington do Picton

Cieśnina Cooka

IMG_1993 IMG_2010 IMG_2034 IMG_2035

Po przeprawie, wypakowanie kilkuset samochodów z promu poszło zaskakująco szybko. Czekaliśmy może 10 minut i już wyjechaliśmy na Południową Wyspę.

Początkowo nie mieliśmy zostawać w Picton na dłużej, ale jako że czas mieliśmy całkiem dobry, postanowiliśmy zrobić sobie krótką trasę (niecałe 3 godziny) z widokiem na Queen Charlotte Sound. Trasa nazywa się Snout Track i zaczyna się na Snout Track Parking i prowadzi nas aż do punktu widokowego na cyplu ze zdjęcia poniżej.

snout-track

Widoki na trasie przypominały nam trochę widoki z “Piratów z Karaibów”. Wszystko do tego było skąpane w lekkiej mgle, co dodawało tajemniczej aury. Z trasy byliśmy bardzo zadowoleni, widoki są super, długość w sam raz. Idealna dla tych, którzy nie mają czasu zrobić pełnego Queen Charlotte Track, który trwa 3 dni.

IMG_2036 IMG_2041 IMG_2047 IMG_2051 IMG_2059 IMG_2075 IMG_2086

Snout Track

Snout Track

IMG_2107 IMG_2115 IMG_2116Po trasie zjedliśmy obiad w uroczym centrum Picton, a następnie pojechaliśmy na zachód, do naszego airbnb, zaraz obok Parku Narodowego Abela Tasmana, gdzie spędziliśmy następny dzień 🙂

cdn.

You Might Also Like