W PODRÓŻY

Park Geotermalny Te Puia – Nowa Zelandia dzień 4

Zaraz po zwiedzeniu Jaskini Waitomo wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy w dalszą trasę do miejscowości Rotorua. Miejscowość ta słynie ze swojej aktywności geotermalnej. Już jadąc z daleka widać, że całe miasto lekko się dymi… Wygląda to co najmniej ciekawie, aczkolwiek do ciekawego wyglądu otrzymujemy w pakiecie równie ciekawy zapach siarki.

te-puia

W Rotorurze (zakładam, że tak to się odmienia), są dwa główne duże parki geotermalne, które można zwiedzić. Jest to park Te Puia i Wai-o-tapu. Ciekawe nazwy tych parków to zasługa Maorysów, czyli rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii, którzy przybyli  na wyspę na długo przed pojawieniem się na niej kolonistów. Na Wyspie Północnej Maorysów spotykaliśmy bardzo dużo, natomiast na Południowej nie było ich w zasadzie w ogóle.

Język Maoryski jest jednym z języków urzędowych w Nowej Zelandii, więc na każdych znakach, w każdym miejscu publicznym wszystko będzie napisane w dwóch językach. Po angielsku i maorysku. Wiele miejscowości w Nowej Zelandii ma nazwy właśnie maoryskie, a nie typowo angielskie.

Wracając do parków: my wybraliśmy park Te Puia, ze względu na fakt, że oprócz zjawisk geotermalnych i gejzerów można było tam też zobaczyć przykłady starej maoryskiej architektury i rzeźb maoryskich. Można było również zostać do wieczora i uczestniczyć w wieczorze maoryskim (oczywiście za odpowiednią dopłatą), ale my wieczorem jechaliśmy już dalej. Mają tam również specjalny domek, w którym można zobaczyć kiwi – ptaka nielota, charakterystycznego dla Nowej Zelandii. Nam niestety nie udało się go tutaj dojrzeć – zobaczyliśmy go dopiero ostatniego dnia naszego pobytu.

Co zobaczyliśmy w Te Puia?

Po parku można poruszać się na dwa sposoby. O pełnych godzinach rusza wycieczka w przewodnikiem. Można jednak wszystko zwiedzić samemu i my wybraliśmy właśnie tą opcję. Bilet, który się kupuje to tzw. all day pass (46 dolarów). Można więc siedzieć w parku ile się komu podoba. Można również z niego wyjść i potem wrócić.

Pierwszą i najważniejszą atrakcją Te Puia jest gejzer Pōhutu. Wybucha on kilka razy na godzinę i osiąga wysokość do 30m, co sprawia, że jest on najwyższym czynnym gejzerem na południowej półkuli. Oprócz gejzerów i parujących jeziorek znajdziemy tutaj także sporo błotnych jezior. Prawie jak w spa, nie licząc zapachu…

gejzer-Pōhutu

Gejzer Pōhutu

te-puia IMG_1552 te-puia IMG_1557 IMG_1560 IMG_1565 IMG_1583 IMG_1593 IMG_1621 te puia

Całe obejście parku wolnym krokiem może zająć maksymalnie 2 godziny. Oczywiście można chodzić dłużej, ale po dwóch godzinach zapach siarki zaczął już nas poważnie męczyć, zwłaszcza, że tego dnia było bardzo gorąco, a powietrze wręcz stało w miejscu.

Czy warto odwiedzić park geotermalny Te Puia?

Myślę, że warto, ale nie jest to punkt obowiązkowy. Cena znowu jest dość wysoka, ale niestety, Nowozelandczycy żyją z owiec i turystyki, więc nie ma co liczyć, że bilety stanieją.

Po skończonym zwiedzaniu parku pojechaliśmy na spacer do słynnego lasu Redwood Forest. Las ten również znajduje się w Rotorurze i znajdziecie tam tonę różnych ciekawych tras (pieszych i rowerowych).

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, okazało się że nazwa lasu nie została nadana bez powodu – tamtejsze gigantyczne (naprawdę wysokie!) drzewa mają lekko czerwonawy kolor. Im dalej w las, tym staje się on bardziej dziki, chociaż nie aż tak bardzo jak lasy, które pokażę wam później.

IMG_1697

Silver fern (srebrna paprotka) – symbol Nowej Zelandii

IMG_1623 IMG_1628 IMG_1656 IMG_1668 IMG_1696

Po spacerze w lesie, pojechaliśmy dalej na południe, obok jeziora Taupo, w stronę parku narodowego Tongariro, czyli filmowego Mordoru, gdzie następnego dnia czekała na nas najcięższa trasa jaką zrobiliśmy w tej podróży. O tym przeczytacie w jutrzejszym wpisie! 🙂

You Might Also Like