W PODRÓŻY

Jaskinia Waitomo – Nowa Zelandia dzień 4

Czwartego dnia naszej podróży obudziliśmy się w uroczym motelu, niedaleko miejscowości Waitomo (jakieś 2,5 godziny jazdy od Auckland). Tam właśnie znajduje się słynna Jaskinia Waitomo, która jest zamieszkała przez małe, świecące na niebiesko robaczki. Zachęceni pięknymi zdjęciami, stwierdziliśmy, że musimy je zobaczyć. Zarezerwowaliśmy więc wejście do jaskini na najwcześniejszą godzinę, żeby uniknąć tłumów. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem, bo oprócz naszej grupy nie było w jaskini nikogo.

mapa

Zwiedzanie obejmuje przejście z przewodnikiem po jaskini, a następnie krótki rejs łódką po podziemnym jeziorze, skąd najlepiej widać małych, świecących bohaterów. W jaskini nie można było robić zdjęć, więc zobaczcie na oficjalnym zdjęciu jak prezentują się Glowwormsy.

jaskinia waitomo

Jaskinia naprawdę robi wrażenie. Jedno o czym trzeba pamiętać to to, że trzeba być całkowicie cicho. Głośne dźwięki, jak i światło sprawiają, że robaczki gasną. My mieliśmy to szczęście, że każdy z naszej grupy umiał się zachować, więc świeciły bardzo mocno. Konkretnie świecą się larwy robaczków oraz samice. Światło pojawia się przez reakcje substancji chemicznych wytwarzanych przez robaczka z tlenem i ma za zadanie przyciągać inne owady, które będą służyły za pożywną kolację dla glowwormsów.

Czy warto odwiedzić jaskinię Waitomo?

Według mnie warto. Oczywiście trzeba zapłacić za bilet wstępu i to znowu niemało, bo 50 dolarów (nowozelandzkich). Jest to jednak widok, który spotkacie tylko w Nowej Zelandii i na małym obszarze Stanów Zjednoczonych. Jaskinia Waitomo natomiast jest największym skupiskiem Glowwormsów na świecie.

Jeżeli jednak nie chcielibyście wydawać pieniędzy na zwiedzanie jaskini, jest jeszcze druga opcja. Robaczki można zobaczyć na dziko w różnych innych miejscach, jeżeli wie się gdzie ich szukać 🙂

Mieliśmy to szczęście, że właściciel motelu, w którym spaliśmy dzień wcześniej, był bardzo gadatliwy i od razu sam z siebie pokazał nam na mapie gdzie mamy jechać. Wzięliśmy więc czołówki (zawsze przygotowani:D) i pojechaliśmy w wyznaczone miejsce. Po krótkim spacerze w CAŁKOWITEJ ciemności (nie powiem, trochę się bałam), doszliśmy na miejsce i zgasiliśmy latarki. Po chwili z zarośniętych ścian lasu zaczęły się wyłaniać niebieskie światełka. Im dłużej staliśmy w ciemności, tym więcej się ich pojawiało. Oczywiście nie było ich tyle co w jaskini, była to znacznie uboższa wersja, ale co się powłóczyliśmy w nocy po dżungli, to nasze, ha! Jeżeli ktoś się wybiera w tamte rejony i chciałby zobaczyć robaczki w nocy bez płacenia za bilet, piszcie śmiało 🙂

Po zobaczeniu jaskini, poszliśmy na krótki spacer w jej okolicach, a następnie wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy dalej do miasta Rotorua, gdzie odwiedziliśmy park geotermalny Te Puia oraz imponujący Redwood Forest. Ale o tym już w następnym wpisie!

Co myślicie o tej jaskini? Poszlibyście do niej za tą cenę, czy wybralibyście wersję bezpłatną? Dajcie znać 🙂

You Might Also Like