Lifestyle

O czym myśli Panna Młoda? Część 2.

Czas na drugą część wpisu z myślami i odczuciami, które towarzyszyły mi jako Pannie Młodej przed, w trakcie i po ślubie:)

Pierwszą część opisującą przygotowania mogliście przeczytać tutaj. Skończyliśmy opowiadanie dzień przed  ślubem. W związku z tym czas na opis Dnia Zero. A w zasadzie część tego dnia, bo znowu wyszłoby za dużo:) Część trzecia już niebawem!

 

Dzień Ślubu, godzina 8:30 

Otwieram oczy, rozglądam się po naszym ślubnym apartamencie. A tak, to dzisiaj!

Tyle razy wyobrażałam sobie jak bardzo zdenerwowana będę tego dnia, a na razie – cisza i spokój 🙂 Wstajemy na luziku, ubieramy się i schodzimy na śniadanie. Zanim docieramy do restauracji, zaliczamy szybki spacerek na powietrzu. Jest godzina 9:00 – na dworze 29 stopni. Wygląda na to, że będzie dzisiaj ciepło 😉

Dzień Ślubu, godzina 9:30

Po śniadaniu zastanawiamy się co ze sobą zrobić. W hotelu zaczęły się już przygotowania. Nasze konsultantki zaczynają dekorować salę, przyjeżdża florystka i rozpakowuje tony pięknych kwiatów. Mój bukiet się przygotowuje, a ja się nie mogę napatrzeć, jak wszystko nabiera kształtu. Wszyscy wyganiają nas, żebyśmy sobie poszli i się zrelaksowali. Idziemy więc na spacer. Jest za gorąco, wracamy, potem idziemy na drugi spacer i na trzeci. Upoceni wracamy do hotelu. Zachciało się pięknej pogody:)

Dzień Ślubu, godzina 12:00 

Do hotelu przyjeżdżają rodzice. Zdenerwowani rodzice. Dużo bardziej zdenerwowani od nas. Chwila, chwila, kto dzisiaj bierze ten ślub?? Chwilę latamy po pokojach, a potem idziemy na wspólny obiad. Nie jestem w ogóle głodna, ale wciskam w siebie zupę, bo następna okazja na jedzenie będzie dopiero o 19. Jem i jem i zauważam, że jest już…

Dzień Ślubu, godzina 13:00 

Przyjeżdża Pani stylistka, najpierw ma malować teściową, a potem czesać i malować mnie. Zrywam się i lecę do pokoju się wykąpać. Trochę się zagapiłam. Kąpię się w tempie ekspresowym. Potem pakujemy rzeczy (jeszcze wtedy) narzeczonego i żegnamy się na całe 4 godziny 🙂 Nasz pokój staje się “placem boju”. Przychodzi pani stylistka, zaczynamy fryzurę! Oby coś logicznego z tego wyszło! Próba oczywiście była, ale wiecie – nigdy nie wiadomo. A słabo byłoby wyglądać brzydko na swoim ślubie…Kamerzyści i fotograf wpadają na ujęcia, atmosfera nie była napięta, ale mimo to, coś się jeszcze rozluźnia. Siedzą ze mną obie mamy, a co jakiś czas ktoś jeszcze wchodzi i wychodzi.

Dzień Ślubu, godzina 16:00 

Fryzura wyszła tak jak miała wyjść:) Efekt, loków, spiętych od niechcenia na głowie – 2,5 godziny roboty + (jak się potem okazało, bo  policzyliśmy) 68 wsuwek. Ilość osób w pokoju się zwiększa, ekipa foto-video siedzi teraz u narzeczonego i jego “ekipy wiernych kompanów” 🙂 Zaczynamy makijaż. Tutaj już poszło gładko. W pokoju ruch jak na dworcu. Okna wychodzą na parking, więc podglądamy zjeżdżających się gości. Przed 17 makijaż jest gotowy. Patrzę w lustro i nieskromnie stwierdzam, że wyglądam jak milion dolarów 🙂 Do pokoju przybywa mój gotowy bukiet. Piękny! A jaki ciężki!

Dzień Ślubu, godzina 17:00 

Na chwilę w pokoju robi się luźniej. Wykorzystuję ten czas i pokazuję moim doradczyniom (Aga i Natalia ;)) plik metalicznych tatuaży. Chcę sobie zrobić jeden wysoko na ramieniu jak Pocahontas, ale lekka trema sprawia, że nie jestem pewna czy jest to pomysł absolutnie rewelacyjny, czy kompletnie tandetny. Dziewczyny radzą robić. Więc robię! Czyżbym była pierwszą Panną Młodą w tym sezonie, która uległa tej letniej modzie? 🙂 Chwilę później przychodzi czas na najważniejszy etap przygotowań, czyli ubieranie sukienki 🙂 Z racji, że jest to sukienka lekka, luźna i nie ma żadnej filozofii w jej zakładaniu – trwa to dosłownie chwilę. Jedyny problem to to, czy założyć ją od góry czy od dołu. Logistycznie wychodzi nam, że od dołu 🙂 Sukienka założona, czas na dodatki i tutaj niekończące się zbliżenia foto – video 🙂 Dzielna Aga zapina mi bransoletkę przez dobrych parę minut:) Stoję, uśmiecham się i myślę sobie czy u narzeczonego też wszystko przebiega tak na luzie. Ciekawe jak wygląda miejsce ślubu (łąka przy lesie przy hotelu)….niby wiem, bo wszystko dokładnie ustalaliśmy, ale jak to wyszło na żywo? Przekonam się niedługo! Ciekawe czy goście są już na dworze, czy jest im za gorąco i siedzą jeszcze w hotelu…Parking hotelowy zapełniony – wszyscy przyjechali! Mamy jeszcze chwilę na ujęcia w pokoju w pełnym stroju. Jak bardzo się cieszę, że wybrałam taką sukienkę! Jest lekka, przewiewna i wygląda rewelacyjnie. Z zamyślenia wybija mnie fakt, że wszyscy nagle wychodzą z pokoju. Halo, halo, co się dzieje? Zostaję tylko ja, tata i Tosia (chrześnica narzeczonego), która będzie niosła przed nami obrączki. Nagle nie wiadomo skąd pojawiają się nerwy. Pierwszy raz tego dnia.

10 minut do Ślubu

Czekamy sobie tak w trójkę w pokoju. Przychodzi Kamila, nasza konsultantka, przynosi nam poduszeczkę z kwiatków. Montujemy na niej obrączki. Zostajemy jeszcze na chwilę sami. O jak dobrze, że w hotelu jest klimatyzacja!!

5 minut do Ślubu

Przychodzi Kamila i mówi, że już czas 🙂 Wychodzimy z pokoju i schodzimy na dół po schodach. Cała trójka bardzo, ale to bardzo przejęta. Na dole spotykamy obsługę hotelu – kelnerzy przygotowują się na wesele. Wszyscy się na mnie gapią. Co jest, mam coś na twarzy?! Mówię im, żeby trzymali kciuki. Idziemy do sali, z której jest wyjście na miejsce ceremonii. Stajemy w niej na chwilę. Jeszcze nie widzę jak to wszystko wygląda. Słyszę gdzieś tam w tle kwartet smyczkowy. Kamila wychodzi i daje im znak, że już jesteśmy. Podobno bardzo punktualnie:) Kwartet kończy utwór, dostajemy znak żeby już iść. Tosia rusza, ja z tatą za nią. OMG, OMG, OMG…

Dzień Ślubu, godzina 18:00 

W momencie, kiedy wychodzę na zewnątrz, uderza mnie fala gorąca. Słońce świeci jak głupie, przez chwilę nic nie widzę. Idziemy, obcasy lekko zatapiają mi się w ziemi. W końcu odzyskuję wzrok. Miałam się przyjrzeć dekoracjom, ale widzę tylko jedno – narzeczony stoi gdzieś tam na końcu przy stole z urzędnikiem i uśmiecha się do mnie tak szeroko, że w jednej chwili całe nerwy odchodzą gdzieś tam w niepamięć. W końcu bierzemy ślub! Z całym szacunkiem dla gości – nie zauważam żadnego. Przez sekundę czuję łzy napływające do oczu, ale zaraz wysychają. Dochodzimy do końca drogi, tata “oddaje” mnie mężowi. Uśmiech, który się pojawił na naszych twarzach nie schodzi już z nich do samego rana. Kwartet kończy grać, urzędnik zaczyna swoja przemowę. Chce mi się śmiać! Nie wiemy co ze sobą zrobić. Usiąść czy jak? Po prostu łapiemy się za ręce i tak stoimy przez całe 9 minut uroczystości:) Patrzymy się trochę przed siebie, a głównie na siebie. Widzę jak urzędnikowi trzęsą się ręce ze zdenerwowania. Czym on się tak denerwuje? Przecież jest luzik! Składamy oświadczenie, wymieniamy się obrączkami. Wszystko z uśmiechami na twarzy. Nie trzeba nam mówić, że możemy się pocałować:) Potem szybki podpis w papierach i już prujemy “do wyjścia”. Goście ledwo nadążają sypać na nas płatki. Wewnętrzna radość jest tak wielka, że nie ma słów żeby ją wyrazić. Ślub był taki jak miał być – radosny, piękny, wymarzony! Uciekamy do cienia, a goście schodzą się i składają życzenia. No, teraz w końcu ich zauważyłam! 🙂 Podekscytowanie jest na niesamowicie wysokim poziomie. No! Teraz to ja mam w końcu siłę na wesele!

 

C.D.N.

You Might Also Like

  • Pięknie to opisałaś! Czytając, wyobrażałam sobie wasze uśmiechy i aż sama się uśmiechnęłam, a oczy lekko się zaszkliły. Cudownie móc przeżywać takie emocje, cieszyć się całą sobą! 🙂