Lifestyle

O czym myśli Panna Młoda? Część 1.

Dwa lata planowania, czekania, wyobrażania. Dwa lata przeżywania w myślach, setki podjętych decyzji.

Pytanie do przyszłych Panien Młodych: wszyscy mówią Wam, że ślub i wesele miną tak szybko, że nie zdążycie się nawet obejrzeć? To prawda. Cała prawda. Mam olbrzymie luki w pamięci! I co ważne – nie wynikają one z ilości wypitych drinków 😉 Poziom podekscytowania w dniu ślubu jest tak wielki, że wielu rzeczy się po prostu nie zauważa. Kilka dobrych dni po ślubie spędziliśmy z mężem na wspólnych próbach przypomnienia sobie szczegółów. Było naprawdę ciężko!

Chciałabym Wam opisać w skrócie o czym myśli Panna Młoda 🙂 Nie tylko podczas ślubu, ale także podczas (długich) przygotowań i zaraz po ślubie. Szczerze powiem Wam – myślałam, że będę się dużo bardziej denerwować. Tymczasem największe nerwy miały miejsce kilka dni przed ślubem. Ale o tym przeczytacie sami:)

Dzisiaj część pierwsza moich wypocin – czas od początku przygotowań, do jednego dnia przed ślubem. Enjoy 🙂

2 lata do ślubu:

Planujemy? Planujemy!

Pada decyzja: organizujemy ślub i wesele.

Mamy dwa lata, spokojnie, dużo czasu na ogarnięcie. Ze strony rodziców wychodzi propozycja zatrudnienia konsultantek ślubnych. Dlaczego nie! Umawiamy się na spotkanie, dostajemy harmonogram działania. Do zrobienia jest naprawdę dużo. Podekscytowanie rośnie.

2 – 1,5 roku do ślubu:

Nigdy nie wybierzemy odpowiedniego miejsca na ślub! Nigdy! Gdzie my znajdziemy nowoczesny hotel, który nie będzie jakimś dworkiem albo salą bez wyrazu, a do tego wszystkiego będzie miał piękny teren, idealny na ślub w plenerze. Gdzie nie będzie ludzi, ruchu, nie będzie za duży i nie będzie na drugim końcu Polski?

1,5 roku do ślubu:

Uf, znaleźliśmy 🙂 Jest nasz! Termin ostatecznie wybrany. Taki, a nie inny, bo ładnie się prezentuje w formie pisanej, a do tego mam przeczucie, że będzie wtedy ładna pogoda. Przecież w lipcu musi być ładna pogoda, prawda? Prawda?!

Rok do ślubu:

Wszystko idzie zgodnie z planem. Siedzimy nad morzem i popijamy drinki. Ogarniamy fakt, że równo za rok o tej porze będziemy zmieniać stan cywilny. Próbujemy siłą myśli sprawić, żeby za rok była dokładnie taka sama pogoda jak wtedy. (słońce, słońce, słońce, upał)

100 dni przed ślubem:

Aplikacja odliczająca dni pokazuje studniówkę. Jutro zostaną już tylko dwie cyfry na liczniku. Czy się denerwujemy? Nieee. Na razie nic. Dziwne? Zobaczymy, może nerwy przyjdą później.

Miesiąc przed ślubem:

Sprawy do załatwienia zaczynają się zagęszczać. Jedziemy na naszą sesję narzeczeńską i przy okazji robimy sobie 3 dni wolnego. Biegamy z fotografem o świcie po Świętokrzyskim Parku Narodowym. Jest zimno, ale jakoś tego nie czujemy.

Wracamy z wycieczki i zdajemy sobie sprawę, że warto by zacząć układać nasz pierwszy taniec. Mamy kilka podejść – przez jakiś czas każde kończy się porażką. W końcu wybieramy piosenkę do której pasuje to czego się nauczyliśmy na kursie tańca i to co wyciągnęliśmy z filmików na Youtubie. My vs Taniec 1:0.

Przygotowania trwają! Sukienka: gotowa, uszyta! Wygląda pięknie. Lekka zwiewna i przewiewna. W sam raz na te nasze upały. A co jeżeli będzie 15 stopni? Wtedy mam mały problem… Założenie czegokolwiek na nią nie ma sensu. Cóż, najwyżej. Garnitur też odebrany, koszula, spinki, cała biżuteria, wszystko leży i czeka.

Wieszamy na lodówce listę rzeczy do zabrania ze sobą do hotelu. Po pierwszym uzupełnieniu okazuje się, że musimy wywieźć ze sobą całe mieszkanie. Wiecie, tak na wszelki wypadek. Zaczynam też kompletować apteczkę na wypadek bólu głowy i epidemii ospy wietrznej.

Od 5 miesięcy nie obgryzam już paznokci, więc wyglądają jak u normalnego człowieka, punkt dla mnie! Robię co tydzień manicure, żeby nie kusiło.

20 dni do ślubu:

Następuje lekkie zmęczenie oczekiwaniem. Ile można czekać! Niech już będzie ten ślub, bo nie można się na niczym innym skupić. Czas nagle tak jakby zwolnił. Dni mają teraz po 50 godzin.

Wszystko jest już w zasadzie gotowe, czas na wybór menu. Czyżby najcięższa decyzja z dotychczasowych? Koniec końców – udaje się coś tam ustalić.

Mniej niż 20 dni do ślubu:

Codzienne telefony od rodziców. Prawdopodobnie będzie za mało jedzenia i wszyscy będą umierać z głodu. Chyba trzeba coś dołożyć…Najlepiej jeszcze raz tyle.

Przyszedł czas na rozsadzenie gości przy stołach. O dziwo idzie gładko. Gorzej z rozłożeniem gości w hotelu. 50 osób niby nie dużo…ale i to udaje nam się w końcu ogarnąć.

Zaczyna się pojawiać nadmiar emocji. Wszędzie ten ślub! Nie pozostaje mi nic innego, jak popłakać się mówiąc, że nie chcę jeść pasztetu na przystawkę. Ale słyszałam, że Panna Młoda ma prawo płakać z nadmiaru emocji, więc spoko. Mina przyszłego męża w odpowiedzi na mnie płaczącą nad pasztetem – bezcenna.

16 dni przed ślubem:

Sprawdzam 16 dniową pogodę na wszystkich możliwych portalach pogodowych. Zdania na razie są podzielone. Może być 30 stopni i słonecznie. Może również być 18 i deszcz.

2 tygodnie do ślubu:

Ale będzie masakra! Goście na pewno nie będą się chcieli bawić, będą siedzieć na swoich miejscach i patrzeć z zażenowaniem. Potem rozejdą się po pokojach o 22 i będzie koniec imprezy. Nikt nie wpisze się do księgi gości i nie wypije drinka od barmana. Ma-sa-kra.

Takie myśli występują na zmianę z “będzie najlepsza impreza ever!”

Tydzień do ślubu:

Ślubem nie denerwuję się w ogóle. Ale jestem zmęczona. Nie wiem czy będzie mi się chciało tańczyć za tydzień…

Dzień do ślubu:

Pakujemy samochód i w drogę! Odbieramy sukienkę z salonu i z zapakowanym mieszkaniem w bagażniku ruszamy do miejsca docelowego. Dzisiaj wieczorem kręcimy tam z ekipą filmową ujęcia plenerowe do filmu ślubnego.

Dzień do ślubu, godzina 23:

Było świetnie! Okazuje się, że to siedzenie w domu i oczekiwanie napędzało ten stres. Tutaj, na miejscu jest zupełny luzik! Na sesji w ogóle rozluźniliśmy się na 100%. 3 godziny latania po polu i śmiania do łez. Rewelacja! Potem kolacja, szybki spacer dookoła hotelu. Kładziemy się spać. Licznik na telefonie odlicza ostatnie godziny. Tak jak przez ostatnich parę dni miałam problem z zaśnięciem, tak teraz zasypiam bez problemu. Obowiązkowy punkt “wyspać się przed ślubem” zaliczony!

A właśnie, wspominałam, że szykuje się najgorętsza sobota w tym roku? 🙂

C.D.N.

 

 

 

You Might Also Like

  • My zorganizowaliśmy ślub i wesele w 4 miesiące, tyle dokładnie trwało od podjęcia decyzji do realizacji 🙂 Ostatni tydzień przed ślubem myślałam, że zejdę na zawał, targały mną róże uczucia. Stresowałam się, że będę się chichrać podczas przysięgi, później przeraziłam się, że mogę jednak się poryczeć 😉 W dzień ślubu byłam na maksa zmęczona, kiedy ubierałam się powiedziałam do mojej świadkowej “najchętniej poszłabym spać” 😉 I fakt luki w pamięci mam, ale i tak było idealnie!

    • Przez te luki w pamięci ja najchętniej przeżyłabym to wszystko jeszcze raz! Tym razem na spokojnie, chłonąc wszystko co się da 🙂

  • Najgenialniejsze jest płakanie nad pasztetem, obawiam się, że ja mogłabym zareagować podobnie, chociaż nie miałabym nic przeciwko akurat takiej przystawce 😉 Ten “szał” jeszcze przede mną, więc czekam na ciąg dalszy posta.

  • Mi właśnie zostały te dwa lata, chłonę Twój tekst;) wszyscy mówią, że szybko zleci- oby, bo mnie się wydaje, że 2 lata to ogrom czasu. A jutro pierwsze oglądanie sali;)

    • To fakt – 2 lata to ogrom czasu, ale kolejnym faktem jest też to, że zleci niepokojąco szybko:) Oglądanie sali – super! 🙂 Ja jestem 2 tygodnie po ślubie i już tęsknię za przygotowaniami! 😀 Serio, trzeba chłonąć wszystko póki trwa 😉

  • Tyle emocji, tyle przeżyć, a mimo wszystko mnie coraz bardziej interesuje związek partnerski, którego nawiasem mówiąc pewnie w Polsce nie zaakceptują… To ciekawe i proste rozwiązanie dla wielu osób w tym wieku, gdzie małżeństwa tak szybko się rozpadają, szkoda.

  • świetny tekst!