W PODRÓŻY

West End, czyli klimat Londynu w pigułce

W poprzednim wpisie z Londynu pokazałam Wam jak zwiedzić ten “pocztówkowy” Londyn w ciągu jednego dnia. Dzisiaj zostawimy za sobą Big Beny i pałace, żeby zająć się moją ulubioną dzielnicą tego miasta, a mianowicie West Endem.

West End w pierwszej chwili kojarzy się z teatrami i słusznie, bo jest to Londyńska dzielnica teatrów nazywana tam Theatreland. Czyli innymi słowy raj dla mnie;) Ale duże stężenie teatrów na metr kwadratowy to nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić tą dzielnicę! Przede wszystkim odnajdziemy tam niesamowity klimat i mnóstwo ciekawych miejsc dla każdego. Spacer, który Wam zaproponuje obejmuje dzielnice takie jak Soho, Covent Garden i Chinatown, przy czym jest to wszystko częścią większej dzielnicy 🙂


Spacer możemy zacząć od podjechania na stację Picadilly Circus. Jest to słynny plac będący połączeniem pięciu głównych ulic West Endu. Z tego miejsca ruszamy w zasadzie w obojętnie którą stronę, tak żeby poruszać się w obrębie kółka zaznaczonego na mapie. No właśnie, mapę zawsze warto ze sobą mieć, bo jest niezbędna.

aaa4
Mapka:

mapka

Co możemy tutaj znaleźć?

Typowe angielskie puby, bary i restauracje.

Panuje tam taki zwyczaj, że jak przychodzi się na jedno piwo, to kupuje się je w pubie i pije się je na zewnątrz przy takim “parapecie”. Tym samym tłumy przed tymi miejscami bywają ogromne! No, ale akurat ja załapałam się na ładną pogodę 🙂 Klimat tych knajp jest niepowtarzalny.

aaa7

Niezliczona ilość sklepów tematycznych.

Sklepy świąteczne (albo takie sprzedające “aktualne” dekoracje, czyli halloweenowe), stare cukiernie, nieziemskie sklepy z dekoracjami wnętrz, sklepy z kapeluszami (!!!), no i całe Oxford Street, czyli zakupowy raj (głownie ciuchy i kosmetyki). A na szczycie tego wszystkiego cukierkowy raj, czyli M&M’s World. Cztery rozległe piętra kolorowych cukierków i M&Msowych gadżetów, gdzie nie polecam iść z dziećmi, bo prawdopodobnie zostaniecie tam już na zawsze… Do tego cukierki można sobie spersonalizować. Ten konkretny sklep znajdziecie pod adresem 1 Swiss Court 🙂

aaa6 aaa2

Teatry

Coś, co mnie interesuje najbardziej ze wszystkiego. Zwłaszcza te musicalowe teatry;) Zasada tam jest troszkę inna niż u nas. U nas jest tak że jest teatr i w nim można obejrzeć różne przedstawienia. Tam za to, na konkretną sztukę idzie się do konkretnego teatru. Ja byłam na musicalu Król Lew, który jest grany w Lyceum Theatre nieprzerwanie od 15 lat:) I jest to jedyny spektakl. Dlatego fronty teatrów są oznakowane plakatami konkretnego spektaklu. Na tym to mniej więcej polega. Spektakle w każdym teatrze (przynajmniej w tych musicalowych) są grane 6-7 razy w tygodniu. I cały czas oglądalność jest praktycznie stu procentowa. Tym się różnią od nas. Tam teatr to nie jest coś, co wypada odwiedzić dwa razy w życiu. Ludzie tam po prostu znają wartość dobrego (bardzo dobrego) teatru i najzwyczajniej w świecie doceniają taką rozrywkę. W okolicach, które Wam teraz pokazuję, można dosłownie co parę metrów spotkać małe budki lub sklepy zajmujące się tylko sprzedażą biletów teatralnych. I wszędzie są wielkie kolejki! Co ja bym dała, żeby tak było u nas…

aaa3 aaa1

Covent Garden

Ta mała poddzielnica (chyba mogę tak to nazwać) jest naprawdę baaardzo urokliwe miejsce, będące miejscem spotkań lokalnych artystów. Warto zobaczyć tutaj Covent Garden Market, gdzie można kupić najróżniejsze rzeczy. Ciuchy, obrazy, antyki, słodycze, no wszystko 😉 Niestety nie mam zdjęć, bo obeszliśmy tą część miasta bardzo dokładnie wieczorem, kiedy nie miałam ze sobą aparatu.

Chinatown

Słynna dzielnica, która tak na prawdę składa się z kilku ulic. Punktem obowiązkowym jest wstąpienie do jednej z licznych knajp, na których widnieje napis głoszący, że płacisz raz, a jesz ile chcesz. Jest ich bardzo dużo, więc na wybór nie można narzekać. Warto wybrać taką, w której jest dużo ludzi, nawet jeżeli trzeba będzie trochę poczekać na miejsce. Są to bary, w których znajdziecie podłużne ławki jak na stołówce, ze szwedzkim bufetem z boku. Kiedy już dostaniecie miejsce to ustawiacie się w kolejce i nakładacie wszystko to, na co macie ochotę. Potem możecie zrobić to jeszcze raz i jeszcze raz i tak w nieskończoność. Szczerze powiem, że jeszcze nigdzie nie jadłam tak dobrego chińczyka jak tam. I mówię tu o wszystkich rodzajach potraw, bo spróbowałam chyba wszystkiego co było. Z knajpy wyszliśmy obżarci do granic możliwości. Jeżeli tez planujecie taką ucztę, to warto zostawić to na sam koniec spaceru, tak żeby potem móc się udać od razu do jednego z parków, ułożyć się na leżaczku i obserwować wiewiórki i łabędzie 🙂

aaa5


To już wszystko na dziś. Ostatni wpis z Londynu będzie dotyczył mojej listy TOP miejsc w tym mieście. Wypatrujcie! 😉

You Might Also Like

  • Zawsze chciałam wybrać się do Londynu, a teraz chcę jeszcze bardziej! 🙂

    • Agnieszka Sokół

      Polecam, odkąd odwiedziłam go pierwszy raz 5 lat temu, to jest to moje ulubione miasto 😉 Ma jakąś taką magię, po prostu przyciąga! Daj znać, czy udało się pojechać 🙂