W PODRÓŻY

Weekend nad Bałtykiem – spostrzeżenia

Pierwszy weekend lipca spędziliśmy na spontanicznym wyjeździe w jednej z nadmorskich miejscowości.
Nie bardzo lubię jeździć latem nad Bałtyk – zawsze kojarzyło mi się to z niesamowitym tłokiem na plaży, wymagającym odgrodzenia się parawanem, setkami straganów z tandetnymi pamiątkami oraz wieczornymi disco-polowymi dyskotekami w każdej knajpie. Od kilku lat raczej unikałam odwiedzania północy kraju latem. Jeżeli już, to wybieraliśmy ten kierunek zimą. No ale kiedy pojawia się jakakolwiek okazja na wyjazd – żal byłoby z niej nie skorzystać. Trzydniowy wyjazd okazał się bardzo udany i o dziwo spokojny. Na plaży było sporo miejsca, a piękna pogoda pozwoliła zapomnieć o reszcie. Oczywiście jak to bywa na każdym wyjeździe, w oko wpadło mi kilka charakterystycznych rzeczy/zachowań prezentowanych przez innych wczasowiczów. Oto cztery przykłady:

1. Klub miłośników yorków

W samym naszym niewielkim pensjonacie gościło 4 przedstawicieli tej rasy. Wieczorami na plaży ciężko było stwierdzić czy to ludzie wyprowadzają na spacer swoje psy, czy psy swojego pana. Wyglądało to jak wielki coroczny zlot rodziny Yorków. Można by próbować to tłumaczyć rozmiarem psa – mniejszego łatwiej wziąć ze sobą w podróż. Ale przecież niewielkich ras jest mnóstwo, a widoczne były tylko te. Może nad morzem znajduje się jakaś ich świątynia? Kto wie. Nie mam yorka to się nie znam. Ale jeżeli kiedyś będę miała to zabiorę go nad morze. Może wtedy tajemnica się wyjaśni.

2. Przykładni rodzice

Jednego dnia obok nas na plaży rozłożyła się pewna rodzinka. Przez kilka godzin ojciec – głowa rodziny odłożył piwo mniej więcej na 2 minuty, idąc do wody zamoczyć się całkowicie. Całkowicie – bo w moczeniu nóg do kolan oczywiście towarzyszył mu kolega Bosman. I dobrze, lepiej nosić butelkę cały czas ze sobą, jeszcze ktoś ukradnie, albo coś…dobrze jak dzieci od małego mają dobry przykład. Pod żadnym pozorem nie puszczać swojej butelki! Niech stanie się stałym elementem mojego krajobrazu.

3. Niedzielne dylematy

Jest niedziela? No to obowiązkowo do kościoła! Ale skoro jestem na wakacjach to przecież nie wejdę do środka ani nie stanę w miarę blisko, bo trochę jednak odpocząć trzeba. Stanę gdzieś w losowym miejscu na ulicy, budynek widzę, więc się liczy. A do tego koledzy obok, to dlaczego by nie obgadać wczorajszego meczu? Przecież z tej odległości i tak nic nie słychać. Ale byłem? Byłem!

4. Łańcuchowy zawrót głowy

Plażowanie oznacza setki gołych męskich klat. Okazuje się, że 3/4 panów strasznie zazdrości swoim partnerkom błyskotek na szyi i w związku z tym obwiesza się toną żelastwa, żeby przypadkiem nie zostać w tyle. Łańcuchy koniecznie złote, grube i jak najbardziej błyszczące, żeby pięknie mieniły się w tym plażowym słońcu na tle owłosionej klaty i raziły innych w oczy. Następnie, prawdopodobnie po każdym turnusie powstaje ranking pt. “Kto ma najwyraźniejszy ślad od opalenia po łańcuchu”. Do wygrania cięższy łańcuch.

Takich charakterystycznych zachowań jest mnóstwo ale to właśnie te rzuciły się najbardziej w oczy w ciągu tych krótkich trzech dni.
Zauważyliście to samo? A może Wam w oko rzuciły się inne rzeczy?

You Might Also Like